Maciej Budzich

Nazywam się Artur Smolicki a to jest blog o marketingu i reklamie.
Jestem tutaj by pomóc Twojej firmie skutecznie zwiększyć sprzedaż.


Jesteś blogerem i nie da się tego ukryć. Właściwie, jeżeli kogokolwiek spytać o polską scenę blogosfery, Mediafun vel Maciej Budzich mają w niej swoje stałe miejsce. Występowałeś wielokrotnie w telewizji, udzielałeś wielu wywiadów, jesteś uczestnikiem większości najważniejszych konferencji związanych z mediami. Jak zaczynała się Twoja przygoda z blogiem i czy tych kilka lat temu spodziewałeś się, że znajdziesz się w miejscu w którym jesteś teraz?

Social media to taka jedna wielka impreza, czy też spotkanie towarzyskie.

W historii powstania bloga nie ma nic nadzwyczajnego, to po prostu takie uczucie, które czasem ciebie nachodzi i nie chce się odczepić – uczucie chęci przelania swoich myśli, obserwacji na papier (lub w tym przypadku na inne media). W 2006 roku idealnym do tego narzędziem był blog, a ponieważ mało było na polskim rynku blogów o tym co dzieje się aktualnie w świecie marketingu i reklamy (wysyp niestandardowych rozwiązań, rozpędzające się formy reklamy w sieci) a był to też temat, który mnie pasjonował i pasjonuje do dziś – zacząłem po prostu pisać.

Drugim z powodów, dla których zacząłem prowadzić bloga, był fakt, że powoli zbliżałem się do decyzji o zmianie pracy i chciałem sprawdzić czy blog pomógłby mi znaleźć nową. Potrzebowałem kilkunastu miesięcy aby moje CV całkowicie zamienić na jeden wyraz „blog.mediafun.pl”, ale też wtedy postawiłem na blogowanie i własną niezależność, więc blog otwierał mi drzwi i umożliwiał kontakty – pracy etatowej już nie szukałem. Czy spodziewałem się, że będę tutaj gdzie jestem? Gdybym nie był taki leniwy pewnie byłbym już wiele, wiele dalej, ale z drugiej strony, w tej kwestii nie mam jakiegoś jasno określonego celu, swojego Mount Everestu. To raczej codzienne, mniejsze wyzwania. To nie wyścig czy jakiś pęd – to realizacja swoich pasji, w takim tempie w jakim lubię… przyznasz, że to dość wygodny i nie stresujący układ.

W ostatnim czasie panuje przekonanie, że bloga po prostu trzeba mieć. Spowodowało to wysyp mnóstwa bezwartościowych serwisów, które nie wnoszą nic nowego do prezentowanej tematyki, często będąc tylko kopią poprzedników. O ile blogi firmowe są dobrym posunięciem i sposobem na kontakt z klientami, o tyle blogi prywatne często odbiegają od podstawowych standardów. Jakie według Ciebie wymagania powinien spełniać autor, by jego serwis odniósł wymarzony sukces?

Ilu ludzi tyle blogów, trudno tutaj o jedną, uniwersalną receptę. Trochę tak jakbyś zapytał człowieka, jaki telefon powinienem wybrać aby odnieść wymarzony sukces. To czy odniesie on sukces (cokolwiek to znaczy) zależy od tego kim jest i co ma w tej niewielkiej przestrzeni między uszami – reszta to narzędzia. Blog jest takim narzędziem, tylko i aż – prostym środkiem do komunikacji, prezentacji swoich myśli, poglądów, osiągnięć, nawiązywania kontaktów. Chyba największą pułapką jest wniosek „założę bloga bo na nim można zarobić”, „założę bloga i zostanę ekspertem”.

Takich blogów z „poradników młodego milionera” powstaje mnóstwo i widzę, że są to coraz gorsze popłuczyny, które potem koncentrują się na sprzedawaniu poradników, ekursów, webinarów o tym jak odnieść sukces… prowadząc bloga czy kupując kolejne szkolenia… o odnoszeniu sukcesu itd. Jeszcze nigdy nie było w sieci tak wiele dostępnej wiedzy i takiej masy bezwartościowych treści… w tym również w takich formatach, które były do tej pory zarezerwowane dla sprawdzonych i merytorycznych treści – mam na myśli ebooki – elektroniczne książki – kiedyś aby książka dotarła do rąk czytelnika musiała przejść spore sito redakcyjne i korektorskie, dzisiaj wystarczy „save to pdf”. Najważniejsza jest więc pasja, kontakt z ludźmi, wiedza, którą zawsze można się podeprzeć.

Maciej Budzich 2

Jesteś stałym użytkownikiem mediów społecznościowych, często dyskutujesz, oceniasz, komentujesz. W czym według Ciebie tkwi siła social media? Śmierć Hanki, bohaterski kpt. Wrona, „wpadka” Orange. Wydarzenia te potrafiły zebrać w jednym miejscu setki tysięcy Polaków, chociaż dziś o szczęśliwym lądowaniu czy zaskakiwaniu przez operatora mało kto pamięta. Internauci potrzebują bohaterów dnia codziennego czy może prasa i telewizja stały się monotematyczne i zbyt „polityczne”?

Siła mediów społecznościowych tkwi w tym, że są tam po prostu ludzie, ludzie o podobnych zainteresowaniach, o podobnym poczuciu humoru. Wielu z czytelników mojego bloga czy ludzi z sieci moich internetowych kontaktów znam osobiście lub przynajmniej uścisnęliśmy sobie kiedyś dłoń. To pozwala poruszać i dyskutować na tematy, które pewnie nie są obojętne, nawet jeśli jest to „głupawka” ze śmierci Hanki. Jest taki moment na imprezach, w którym ktoś zaczyna opowiadać świńskie dowcipy i wszyscy się z nich śmieją.

Jeszcze nigdy nie było w sieci tak wiele dostępnej wiedzy i takiej masy bezwartościowych treści…

Social media to taka jedna wielka impreza, czy też (grzeczniej) spotkanie towarzyskie. A jeśli dodamy do tego łatwość przesyłania informacji (podaj dalej) przez naciśnięcie plusika, przycisku „lubię to”, „ReTweet” czy innych prostych wynalazków połączonych z tym mechanizmów selekcji treści, takich, które „powinny nas zainteresować” mamy prostą receptę aby banalny temat stał się szeroko dyskutowanym tematem. Inna sprawa, to fakt, że dla mnie i dla wielu znajomych aktywność w sieci to nie tylko rozrywka i oderwanie się od pracy – to element pracy, źródło pozyskiwania zawodowych informacji i budowania sieci kontaktów, więc po prostu „chodzimy” do pracy do internetu.

Dzisiejszy obywatel, użytkownik sieci nie chce narzuconego z góry programu, ramówki telewizyjnej, przewidywalnej i powtarzalnej – woli sam tworzyć media lub przynajmniej je okrywać, poznawać – tam zawsze coś się dzieje, a treści mogę idealnie dopasować do moich aktualnych potrzeb, media społecznościowe całkiem nieźle tę potrzebę spełniają.

Temat reklam na blogu przewija się niemiłosiernie w każdym z wywiadów, czego sam masz już zapewne serdecznie dosyć. Uznajmy jednak, że jestem ostatnią osobą, która Cię o to pyta, chciałbym bowiem znać Twoje zdanie dotyczące zarabiania na blogowaniu. Programy partnerskie, teksty sponsorowane, AdTaily, reklamy graficzne bądź product placement. Z jednej strony profesjonalizacja bloga, z drugiej utrata pewnej niezależności, idei pisania dla samego pisania. Gdzie leży granica między rzetelnym blogowaniem a komercjalizacją? Wiele osób pyta mnie jak zarobić na blogu, ciekaw jestem jakiej udzieliłbyś im odpowiedzi, o ile taka w ogóle istnieje.

Z perspektywy czasu, wielu przeprowadzonych dyskusji, debat, oraz co ważne – coraz większych pieniędzy i coraz większej ilości kampanii z blogerami, ciężko mówić o twardych warunkach, granicach. Każdy ma swoją. Wciąż spotykam ludzi twierdzących, że jakakolwiek reklama na blogu zabija jego niezależność… a nawet dyskwalifikuje go jako blogera. Inna sprawa, że bloger to nie jest jakiś niebiański wojownik walczący ze złem całego świata któremu należy stawiać jakieś wymagania. Internet jest wolny i niech taki pozostanie. To dlatego, nie powstał do tej pory (i mam nadzieje, że nie powstanie), żaden kodeks blogerów czy stowarzyszenie blogerów, którego złamanie zasad dyskwalifikuje ciebie jako blogera.

Blog jest środkiem do komunikacji, prezentacji swoich myśli, poglądów, osiągnięć, nawiązywania kontaktów.

Tak jak, odpowiadałem wcześniej, blog to tylko narzędzie, a w tym przypadku liczą się relacje i kontakty z czytelnikami. Jeśli reklama, kampania czy jakakolwiek współpraca będzie wyraźnie oznaczona, wtedy ja nie widzę żadnych przeszkód. Zresztą, w ostatnich latach to się zmieniło, dzisiaj nikogo nie dziwi, że bloger dostaje coś do testów, do używania, a czytelnicy oczekują opinii. I nie liczy się tutaj rzetelność taka, jakiej oczekuje się od dziennikarzy i kompleksowy test, jeśli bloger którego znam, czytam, znam jego preferencje, to wystarczy mi jego zdanie o konkretnym produkcie. Konsumenci nie są dzisiaj głupi, opinia blogera będzie często jedną z wielu jaką konsument przeczyta, w odróżnieniu od niewiele mówiących nikców na forach internetowych, opinia blogera podparta jest nazwiskiem, charakterem i całą historią bloga… Co też oznacza, że opinii niektórych blogerów, można w ogóle nie brać pod uwagę,, bo np. wcześniej podczepiali się pod każdy możliwy program partnerski czy inne „systemy do zarabiania pieniędzy”.

Odpowiadając więc na Twoje pytanie „jak zarobić na blogu” – zweryfikuj wiedzę którą dysponujesz, odpowiedz sobie na pytanie czy można na niej zarobić, znajdź źródła wiedzy aby ją stale rozwijać, i dopiero wtedy pomysł o sposobach jest „monetyzowania”, blog może być tutaj całkiem niezłym rozwiązaniem. Myślę, że nie warto liczyć, że blog będzie zarabiał sensowne kwoty na reklamach, programach partnerskich i kampaniach – to w Polsce udaje się bardzo nielicznym, bo do tego trzeba sporego ruchu. Aby pojedynczy autor zarabiał na blogu 5 tys zł. miesięcznie (a nie jest to przecież jakaś oszałamiająca kwota, chyba że chodzisz do gimnazjum) trzeba włożyć w bloga mnóstwo pracy i cierpliwości – ta sama praca i czas ulokowana gdzie indziej przyniesie lepsze rezultaty. Może będzie tylko mniej „funu”, bo blogowanie to dla mnie wciąż fajna zabawa i mnóstwo ciekawych doświadczeń.

Dziękuję Ci Macieju za poświęcony czas, życząc Ci jednocześnie dalszej pracy z tak wielką pasją i zaangażowaniem. Sobie życzę natomiast.. tylu fanów na Facebooku co Mediafun.

Dzięki, powodzenia i do zobaczenia gdzieś na żywo.

Dowiedz się w jaki sposób skutecznie pozyskiwać nowych klientów i rozwijać swój biznes!

Już ponad 2500 osób korzysta z mojego doświadczenia, teraz czas na Ciebie!